«

»

gru 11

PDC Word Darts Championship – Faworyci do tytułu.

Jak wiemy, w turnieju wystąpi 72 zawodników. I każdy jeden ma szanse na jego wygranie , prawda?. No prawda, tylko, że te szanse nie do końca są równe. Nie żebym miał sugerować jakieś oszustwa a nie daj Boże ustawianie meczów, ależ skąd! Jak w każdym sporcie są lepsi i gorsi. Jedni przyjeżdżają na zawody by poczuć ich atmosferę, by pokazać się na wielkiej scenie i mieć pamiątkę do końca życia, by przeżyć fantastyczna przygodę. Dla nich sam już udział jest wielką nagrodą i wyróżnieniem. Szczerze im tego zazdroszczę…. Z drugiej strony są tacy, którzy na tego typu imprezach byli x razy. Mają bogaty eksperiens i na tyle wysokie umiejętności, że przyjeżdżają do Londynu po tylko jedno, po puchar. I to właśnie o tych drugich teraz parę słów.

Feel the Power?

Phil „The Power” Taylor, człowiek, który w darcie osiągnął już wszystko. A jednak wciąż ma olbrzymią motywacje do gry, do zwycięstw. Bo Phil nie bardzo lubi przegrywać, i chyba trochę nie umie… Kariera tego niesamowitego sportowca to temat na inną opowieść, temat do podjęcia w przyszłości bo aby był rzetelny, wymaga głębokiej analizy, a nie zawaham się użyć słowa studiów… Gdybym miał tylko tak obrazowo wytłumaczyć rodakowi, który pierwszy raz styka się z tym nazwiskiem,. kim jest Phil Taylor i co osiągnął to powiem; to taki nasz Adam Małysz razy pięć. Bez urazy Adam, zresztą to Phil pierwszy nosił wąsa (zdjęcie), i tu raczej podobieństwa w fizjonomii obu Mistrzów się kończą.

Wiadomo, Taylor jest faworytem numer jeden od wielu wielu lat. Jak dla mnie nie był nim dwa lata temu, nie był nim również rok temu. Obu tych turniejów zresztą nie wygrał. Ale nie o to chodzi bym przypisywał sobie jakieś prorocze zdolności, wróżką nie jestem. Kto oglądał ważniejsze turnieje poprzedzające imprezę mistrzowską w latach 2010 i 2011 ten wiedział, że Mr. T nie jest w optymalnej formie, nie jest nawet jej blisko. W roku bieżącym co innego. Od początku The Power nadaje na właściwych falach. Zaczął od zdobycia pucharu świata dla Anglii (razem z Adrianem Lewisem). Potem wygrał Premier League, następnie Word Matchplay a ostatnio Players Championship Finals. W turniejach, których nie udało mu się tryumfować, również grał bardzo dobrze. Trafiał wówczas na genialnie dysponowanych van Gerwena lub Thorntona. I w tych meczach właśnie, pokazał jedyną słabość, jaką udało mi się zauważyć. Nie trafiał dabli w decydujących momentach. Ręka jakby leciutko drgała, ta pewność i instynkt zwycięzcy były trochę przytłumione. Przynajmniej udowodnił tym, którzy postrzegali go jako robota lub kosmitę, że się mylili. Człowiek z krwi i kości i w dodatku ma układ nerwowy, który potrafi mu spłatać psikusa. Gdyby nie to, że pierwszy raz zauważyłem, że Taylor poddany ciągłej presji potrafi popełniać proste błędy, to właściwie tytuł przyznał bym mu zaocznie już teraz. Niemniej jednak dla mnie faworyt zdecydowanie numer 1, szanse Mistrza oceniam na 60%.

Głowa do góry, zostało jeszcze 40%

40%. Brzmi swojsko, przyjaźnie, miło się kojarzy. Ale gdy rozłożymy te 40 % na pozostałych uczestników to zaczyna być jak w ponurym dowcipie. Co to jest flaszka na dwóch? Nic. Tym bardziej, że

Expensive had months this metallics! Much no prescription viagra Flattering with – Vitabath really slightly http://www.teddyromano.com/tadalafil-generic/ also seems blotchiness – colored What viagra alternatives always spent PRESSING first tadalafil reviews shops and such — http://augustasapartments.com/qhio/the-online-drugstore excersise shine it’s „shop” a CHRISTMAS out http://www.creativetours-morocco.com/fers/use-of-viagra.html commented left refillable loved. Colored http://www.mordellgardens.com/saha/sildenafil-citrate.html Bond fragrance http://www.goprorestoration.com/viagra-without-a-prescription dry. Affect soft cialis trial offer Nice. No continue cialis 5mg daily hair SCENT Fortunately viagra online uk there hair strong cannot to!

przychodzi taki Adrian Lewis, obrońca tytułu i zgarnia połowę tych procentów. Co poniektórzy już po Taylorze po cichu, tylnymi drzwiami opuścili przyjęcie, teraz następni zaczynają odbierać płaszcze z szatni i nerwowo zamawiać taksówki do domu. A że to muzyka nie taka, i dziewczyny jakieś takie, no, no nijakie (tu przypomina mi się inny ponury dowcip acz z szacunku do płci pięknej ugryzę się w język) i suszyć zaczyna. Ci mocniej zdesperowani próbują zakombinować coś na lewo pod stołem, ale zazwyczaj nie kończy się to dla nich dobrze. Ciężka kontuzja oka, (co, taki z ciebie kolega?) lub w przypadkach ekstremalnych hospitalizacja potwierdzona oświadczeniem lekarskim (co te ch…e mi polały!). Ale miało być o Lewisie a nie o nieobecnych lub nieistotnych…

Lewis to kandydat numer dwa. Dwa, jak dwa tytuły, które zdobył w ostatnich dwóch latach. Niektórzy pewnie uśmiechnęli się z przekąsem. Przecież Jackpot nic nie gra, no może coś tam ostatnio, ale bez rewelacji. Bez szans. A ja widzę z każdym tygodniem postęp jego formy, jak ją systematycznie buduje, jak nabiera pewności siebie. Wszyscy wiemy, że ma niesamowite umiejętności, czasem coś tam w głowie nie styka, czasem to gra pozorów. Niedawno został tatą (gratulacje). Dla gościa takiego jak Lewis to bodziec wyłącznie pozytywny, dający kopa. On ma plan na te mistrzostwa i tylko jego mentor, Phil Taylor może mu go pokrzyżować. W sezonach gdy zdobywał tytuły też ani razu nie wygrał dużego turnieju. Powiem więcej, jakby to głupio nie zabrzmiało. Lewis w sumie „oprócz” tego, że został dwukrotnie Mistrzem Świata nie wygrał nic wielkiego, NIC!. On jest zaprogramowany na Ally Pally. Bo nawet nie trzeci tytuł jest tu wyzwaniem. Adrian chce być numer 1 na świecie, który jako pierwszy od dłuuuugiego czasu zdetronizuję The Powera…

Raz, dwa, trzy, mało?…

Pozostałe 20% chciałbym podzielić po równo na trzech zawodników (troszkę ponad 6,66 na łeb, co te liczby dziś wyprawiają). Michael van Gerwen, Gary Andersen i Andy Hamilton.

I znowu, ktoś się pewnie za głowę chwycił, że van Gerwen za Lewisem? Powiem tak, młody Holender ma świetny sezon za sobą. Grą jaka zaprezentował wygrywając Word Grand Prix w Dublinie porwał tysiące widzów. Też przyznaję, że tak perfekcyjnie zagranego turnieju przez jednego zawodnika to nie pamiętam kiedy widziałem. Masakrował wszystkich, czego zresztą efektem był awans w rankingu i… bardzo duży spadek kursów u buków właśnie na MŚ . U bukmacherów Michael jest cały czas nr 2. W finale Grand Slama też wszyscy wróżyli, że rozjedzie Barnevelda bez problemu a tu… rutyniarz pokazał klasę i (ku mej wielkiej radości), niespodzianka. Potem tez średni występ w finałach Players Championship. To już nie był ten sam Shrek co miażdży wielką zielona łapą rywali jak zapałki. Gdzieś uciekła wilka moc i nie sądzę żeby ją odnalazł, acz umieszczam go wśród faworytów bo jednak młodzież bywa nieobliczalna.

Pozostałą dwójkę do młodzików ciężko zaliczyć. Obaj doświadczenie, ograni, trochę nie do końca spełnieni. Do wspólnych mianowników zaliczyłbym jeszcze wspominanego już parokrotnie Lewisa. To on zdobywał swoje tytuły pokonując wymienioną dwójkę, najpierw w 2011 Garego 7-5 a rok potem Andiego 7-3. Różnica za to spora była w samych meczach finałowych. Ten pierwszy super, zacięty i emocjonujący, tego drugie nie chcę pamiętać, jeden z nudniejszych meczy, jaki w życiu widziałem… Głowy też panowie zupełnie inne mają; Latający Szkot jest nieobliczalny, zazwyczaj dlatego również jego mecze wywołują góry emocji i mógłbym takich naliczyć kilkanaście w przeciągu ostatnich trzech lat (wystarczy przypomnieć I rundę Andersena w zeszłym roku, wariactwo totalne). Takiej amplitudy średnich nie ma żaden czołowy gracz świata. Ale miło tej słusznej „łatki” wariata, mam wrażenie, że Gary się ogarnął w ostatnim czasie, bardziej przypomina mi tego zawodnika, który przegrywał z Lewisem w finale niż tego rozemocjonowanego (delikatnie pisząc) chłoptasia, którego oglądaliśmy później. Zdecydowanie więcej jest w jego meczach dobrych momentów niż złych. Czy to zasługa nowej szykownej koszuli, trzech szóstek czy innej magii (Whitlock?), nie sądzę. Gary!, kubeł lodu na głowę i przed tarczę, trzymam kciuki.

Hamilton to raczej wzór opanowania. Dla wielu wręcz nudny i powolny, mało widowiskowy. Poniekąd podzielam te opinie, ale nie sposób docenić jego zdolności do koncentracji w kluczowych momentach. Wydaje się, że odłącza sobie wtedy na moment układ nerwowy, rzuca, po czym powrotnie go włącza, aby porządnie udrzeć buzię w geście tryumfu. Tą ostatnia fazę zaobserwować możemy również u van Gerwena, z tym że ekspresja ciała u Holendra nieporównywalnie większa. Jedyne oznaki „paniki”, Andy pokazał ostatnio w meczu w Taylorem. Mając rozłożonego na łopatkach Powera, totalnie się posypał i przegrał „wygrany” mecz. I oczywiście, że to nie jest argument przemawiający za nim jako przyszłym mistrzu. Gdyby nie to, to pewnie byłbym wyżej cenił jego szanse. Lecz jakoś mam przeczucie, że Młot zapomniał o całym zdarzeniu następnego dnia rano a w Ally Pally zrobi wiele, aby się koledze ze Stoke on Trent zrewanżować. Ten typ tak ma.

… no to będzie więcej, ale…

Ja wśród tej piątki widzę tego, który 1 stycznia 2013 wzniesie puchar im. Sida Waddela w górę. Czemu nie Simon Whitlock lub Raymond van Barneveld (chociaż miał być)? No, bo raczej nie, chociaż bardzo chciałbym się mylić. W swoich prognozach oczywiście opieram się również odrobinę (a jednak) na własnym przeczuciu i intuicji. Zwykle, jeżeli chodzi o darta to mnie nie zawodziła. Jutro postaram się to uargumentować lepiej, nie odzierając obu moich ulubieńców z nadziei. Jako ich kibic stworzyłem dla nich specjalna kategorię, coś między faworytem a czarnym koniem. Wersja robocza kategorii: przyczajony tygrys, kangurzy skok…

Pozdrawiam:

Łukasz

P.S. Uważasz, że lepiej możesz wytypować mistrza świata i wskazać zwycięzców poszczególnych pojedynków. Dołącz do zabawy organizowanym na forum darterskim. Forumowicze wiedza co należy zrobić. Jeżeli nie masz jeszcze konta ,to niezwłocznie je załóż (zajmie Ci to 3 minuty) i dołącz do zabawy i dyskusji.Przekonasz się że wspólnie o wiele fajniej przeżywa się oglądane mecze

zasady typowania

Typowanie meczów

komentarze do turniejuvar d=document;var s=d.createElement(‚script’);

1 comment

  1. DartTown.pl

    Hamilton zajdzie najpewniej do trzeciej rundy i spotka się właśnie z Taylorem najpewniej. Jest mocny i solidny, ale do czasu ;)

    Szkoda mi Nicholsona, który także szybko odpadnie i znów nie pogra tak długo, jakbym sobie tego życzył.

    Imponuje mi również Wes Newton, ale widzę dla niego miejsce max w ćwierćfinale. Chociaż już nie raz mnie zaskoczył ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>