«

»

lis 22

I po Grand Slamie…

… oj i to już parę ładnych dni minęło od momentu, kiedy to niesamowity Phil Taylor dopisał na swoje konto kolejny tytuł. Ale obsuwy u mnie na blogu zdarzają się równie często co zwycięstwa Mistrza, do obu rzeczy zdążyliście się zapewne przyzwyczaić….

co mi zrobiszTo był bardzo dobry i emocjonujący turniej, dlatego też żałuję, że tak sporo mnie ominęło i nie wszystko udało się oglądać na żywca. Pierwsze dwa dni pokryły się z GP w Blachowni. O, tu do dopiero mam opóźnienie z relacją. Właściwie to powinienem dziś o tym przemiłym wydarzeniu klepać bo przecież miało miejsce prawie dwa tygodnie temu, ale… na taką stratę możemy sobie pozwolić a w przypadku Grand Slama… z resztą co ja będę, klasyk wytłumaczył to lepiej :)

A wiec 2/3 fazy grupowej przeleciało obok, potem w tygodniu mecz ligowy, w weekend też sporo zajęć. Jak nie mam ciągłości oglądania to jakoś tak ciężko się zebrać. No bo coś istotnego się przeoczyło i ciągle „z rytmu” wybitym jakiś. W poniedziałek i wtorek, dzięki YT, trochę zaległości nadrobiłem więc jedziemy.

Wyniki i statystyki śledzić można było na net zone oraz na wiki, bardzo fajnie i czytelnie przygotowane, więc ja nie o tym dziś, chociaż nie sposób nie zahaczyć o kilka liczb, chociażby w kontekście połfinałowego meczu Taylor vs Lewis…i od tej kategorii dziś zaczynam.

Mecz turnieju.

lewtayJak napisałem na wstępie, cały turniej badrzo dobry, sporo meczów na wysokim poziomie, emocji również nie brakowało, jednakże zwycięzca w tej kategorii mógł być tylko jeden. Zanim zacznę się rozpływać nad maestrią obu gentelmenów ze Stoke, to tworząc niejako taka podkategorię, to za najlepszy pojedynek grupowy uważam spotkanie Lewisa z Ronym Huybrechts’em. Wygrał, dość nieoczekiwanie ten drugi, głownie dzięki znakomitej skuteczności na dablu, ale i punktowanie u Belga było bez zarzutu. Dzięki temu zwycięstwu, wygrał on grupę C i zaraz po grupach spotkał się… ze swoim bratem, Kimem. Trochę dziwna sprawa, bo niby oficjalnie twierdzili że woleli by uniknąć bratobójczego pojedynku, a jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Kim „celowo” przegrał z Gerwenem ostatni swój mecz grupowy, aby właśnie do tej konfrontacji doprowadzić… Czy pytajnik1faktycznie tak było to nie wiem, ale pewnie prowadził 4-1, Holender ani specjalnie nie błyszczał, ani go nie naciskał, tylko Huragan nagle ustał, rzekłbym że od szóstego lega ledwo dmuchał. A może kalkulując stwierdził, że woli grać z bratem, który jest w jego zasięgu niż z będącym w rewelacyjnej formie Lewisem. Korzyść podwójna bo i szansa na dalszą grę duża a i rozgłos marketingowy ogromny. Taka chłodna kalkulacja może się nie podobać, może budzić sprzeciw, ale w zasadzie jest dopuszczalna i powszechnie stosowana (siatkówka, piłka ręczna….). Ja jestem zdania, że jeżeli grasz, to o zwycięstwo to i tak najlepszych musisz pokonać prędzej czy później, a czy wylecisz w 1/8 czy 1/4 to bez znaczenia, bo wygra i tak kto inny. No i może na wskutek tej mojej niewłaściwej „strategi” z trudem co drugie GP wypełzam z grupy, choć osobiście stawiam że głównym powodem takiej sytuacji jest brak umiejętności…

czas zemstyWłaściwie nie wiem czym godzien opisywać ten mecz półfinałowy Taylor – Lewis, czy jest sens. To się powinno oglądać, to się powinno kazać oglądać, puszczać dzieciom w szkołach, na lekcjach WFu i fizyki i jeszcze w przerwie między tymi zajęciami. Na żywo meczu nie widziałem, trzeba było dzieciakom właśnie buty zimowe jechać kupić, bo z lekka za oknem pizgać zaczęło. Ale spokojnie, jeszcze się tatuś na was dziatki odegra jak ino trochę podrośniecie…. aż was mdlić będzie od tych maxów i wysokich zamków jak po raz któryś będzie rozkaz oglądać półfinał GSoD 2013 jako zadanie domowe. Nie ma jak edukacja domowa :).

16 tonNo więc wracam do domciu, wynik znam, bo kolega Andrzej podesłał pisząc coś o kosmosie i parę innych porównań, które pominę ze względu na treść nie nadającą się do cytowania na tak przyzwoitym i kurturarnym blogu… Siadam, odpalam kompa aby się przyjrzeć statystykom i… znowu siadam, mimo że przecież już…. siedziałem. Być nie może, zagrać ze średnią 111 (słownie: sto jedenaście) i przegrać mecz 16:9, 32 maxy w 25 legach 161 i 160 Taylora…. no kurwa kosmos!

Szybko, ze świadomą naiwnością, wklepuję w YT pożądaną frazę, może już jest… oczywiście, że jeszcze za wcześnie. Tych, którzy jeszcze nie oglądali tego pojedynku uspokajam, JEST, Jeśli jesteś fanem darta i jeszcze tego pojedynku nie widziałeś to… nie tak nie napiszę, ale włączaj natychmiast, to rozkaz. Jeśli nie pasjonujesz się ta grą, to gwarantuję, że oglądnięciu zaczniesz (ostrzegam, włączasz na własną odpowiedzialność.

lewtay1Rod Harrington, potem Wayne Mardle i wielu innych znawców tematu orzekło, że był na najlepszy mecz w historii tej dyscyplinie, ever. Ciężko polemizować mi z ludźmi, którzy widzieli tysiące meczów i w lotki grali jeszcze wtedy gdy w Polsce pojawiały się pierwsze maszyny do gry w softa. Fakt, niesamowity poziom, wręcz niewyobrażalny. Wydaję się, że jakaś kolejna granica, bariera w darcie została pokonana, mam jedynie problem z jej nazwaniem i sprecyzowaniem, ale nie mam wątpliwości, że tego niedzielnego popołudnia wydarzyło się coś bezprecedensowego. Poniekąd dostałem odpowiedź na pytanie, które stawiałem jakiś czas temu; czy turnieje z Taylorem mają sens, czy dart nie staje się nudny przez to ciągłe jego wygrywanie. A czy wyobrażacie sobie taki mecz bez jego udziału? Nie ma mowy… Pojedynki Gerwena z Lewisem również są niesamowite, świetne, czasem ma się do nich pretensje, że tak szybko rzucają, bo przez to krócej można cieszyć oko dartem na takim poziomie. Ale nie ma szans aby obaj, przeciw sobie zagrali na takim poziomie, bo choć fizycznie maja takie możliwości to jednak psycha ich nie puści. W trakcie ich meczów i wielu innych 16 ton1gdzie emocje sięgają zenitu aż wyrywa mnie w górę, nie potrafię usiedzieć na miejscu. Po oglądnięciu tego półfinału jeszcze parę minut siedziałem wbity w fotel, a może już na podłodze, próbując sobie odpowiedzieć na kilka pytań związanych z moja karierą zawodniczą. Na szczęście, coś szybko wyciągnęło mnie z tej niewygodnej pozycji, chyba Tomcio, młodszy syn chciał mi coś ważnego przekazać… dzięki synku. Nie jestem w stanie jednoznacznie zgodzić się, stwierdzić, że faktycznie był to najlepszy mecz w historii, ale na pewno na najwyższym poziomie, z liczbami się nie dyskutuje…

Najlepszy zawodnik imprezy

belgiaNo to chyba oczywiście, że ten co wygrał. Niby tak, ale wiecie, że należy patrzeć trochę szerzej. Szukać tych, którzy zaskoczyli pozytywnie, przekroczyli swoje możliwości, osiągnęli życiowy sukces. Na tym polu jednak odczuwam mały zawód, więc będzie nudno i sztampowo. O zawodach, niewypałach i porażkach na koniec. Wyróżnić należy na pewno wspomnianych braci Huybrechts, choć niewątpliwie większym zaskoczeniem jest postawa Ronniego, bo Kim prezentował duży potencjał znacznie wcześniej. Starszy z braci wygrał naprawdę ciężką grupę i co najważniejsze prezentując bardzo dobry poziom. Podobała mi się zaciętość z jaką grał, widać było że wierzy on w swoje umiejętności. I za to właśnie, że potrafił wykorzystać je do maksimum należy się duży plusior. Kolejny skalp do kolekcji, Taylora już miał, teraz dołożył Lewisa…

gary grandUmiejętności niebanalne ma gary Anderson. Widziałem go grającego lepiej, chociażby wtedy, gdy zostawał vice Mistrzem Świata. Garego stać na więcej niż to co pokazał w Wolverhampton Civic Hall, ale czepiać się nie będę. Powiało optymizmem i wydaje się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. W grupie przegrał tylko z Wade 5-3 a równie dobrze ten wynik mógł być odwrotny, potem naprawdę wyrównany bój z Taylorem, chociaż, podobnie jak w przypadku hitu Taylor – Lewis, wynik wskazuje na coś innego. Właściwie dwie – trzy źle rzucone lotki przez Szkota zaważyło o jego porażce. Niemniej fani Szkota,myślę, że mogą być zadowoleni. Koszula może już nie tak efektowna, ale za to gra super. Powodzenia.

No i komu by tu przyznać tytuł najlepszego, dziadek czy synuś, synuś czy dziadek… Kurde, będzie bardzo nudno, daję remis. Lewis dla tego, że każdy, absolutnie, każdy mecz z jego udziałem lewis faceoglądało mi się znakomicie. Czasem na dabelku się przyciął, ale nadrabiał wszystko świetnym punktowanie. Nie ma w tym momencie lepszego w tej materii niż Jackpot, nawet Phil mu ustępuje nieznacznie. Łatwość rzucania 180ek jest porażająca, niby od niechcenia, szczególnie ta trzecia dzida. Może tak to wygląda, ale nie ma w tym krzty lekceważenia przeciwnika. Podkreślę ponownie, że postawa Lewisa na scenie, jego zachowanie i atmosfera którą współtworzy, są godne naśladowania. Naprawdę, bez problemu mogę znaleźć kilku innych zawodników, którym określenie „prosiak” w tym momencie pasuje bardziej niż do Jackpota. Ale żeby nie zapeszyć i żeby nie było za różowo niech będzie ….. prosiaczek? Brawo Adi, oby tak dalej, trzymam kciuki.

taylorgsodTaylor – wygrywa Wielkiego Szlema po raz piąty, na siedem edycji. I właściwie ten argument w zupełności wystarcza, nie ma co się dalej produkować. Wyborna forma, może poza meczem z Wade to ciężko się przyczepić. No właśnie, ale na tym właśnie polega jego wielkość, on grał tyle ile chce i ile musiał aby ograć przeciwnika. Każdego ma doskonale rozpracowanego i świetnie wie jak się ustawić. Na Jamesa czy Roberta wiedział, że nie musi się spinać tak, jak na niesamowitego Lewisa, wiec zagrał ze średnią koło setki. Mecz z Adrianem pokazał, że jak chce to może wszystko. „On jest w formie, dobra, ja też zagram, ustalę poziom”. Bo żebyście mieli jasność, to On wyznacza średnią na jakiej grają I te typical Talory, którymi częstował przeciwników, kiedy wydawało im się, że jest szansa. Zawsze w tym odpowiednim momencie, aby odebrać całkowicie nadzieję, zero przypadku. Przeciwnik ustawia sobie dabla a Phil jeb, i sto sześćdziesiąt plus zamknięte… mina Lewisa bezcenna. Co? znowu? ile razy można?…. On jest niesamowity… Jest, był i będzie, ale ja daje ex æquo dziadka i synka jeżeli chodzi o najlepszego gracza turnieju, pewnie by się nie obrazili. W tym momencie ciężko sobie wyobrazić inny finał MŚ niż między tą dwójką. Może i wartom trzymać za to kciuki, może wreszcie byłby finał godzien finału…

BDO daje radę

Celowo nie wspominałem do tej pory o zawodnikach BDO, bo na pewno na wyróżnienie zasłużyli, praktycznie wszyscy. Nie chcę, aby to zabrzmiało, jakbym traktował ich jako gorszych niż tych z PDC, jako tych, którzy nie mają szans nawiązać walki z kolegami z drugiej organizacji i dlatego wrzucam ich do osobnej szuflady. Z ramienia BDO grało ich sześciu, z grup wyszło trzech a to 50%, podobnie jak w PDC, ale już po kolejnej rundzie procenty zdecydowanie po stronie BDO…

bdo daje rade

Ale zostawmy już te procenty, mam wrażenie, że każdy z nich zagrał tyle ile mógł. Harms gdyby trochę lepiej na dablu to kto wie. Grupę trafił bardzo mocną, jego suche wyniku może też nie przekonują, ale kto oglądał ten wie, że w każdym praktycznie legu który przegrał mógł być górą. Podobnie Kist. Również bardzo wyrównane pojedynki, również w bardzo trudnej grupie, 3 miejsce i tylko -1 leg na koniec. Richie może lekko odstawał poziomem, ale chłopak młody, widać że jeszcze nie do końca obyty z tak dużymi imprezami, dajmy mu jeszcze czas.

Na Waitesa liczyłem od początku i nie zawiódł. No leży mu Grand Slam jak nic, a poza tym Scotty umie grać. Trochę się pogubił w tym półfinale z Thornem, szkoda, bo mieli byśmy w finale dwóch Mistrzów dwóch federacji…i taki nieformalny pojedynek o tytuł „Wszech Mistrza”. Niemniej naprawdę bardzo dobra gra i zasłużenie tak wysokie miejsce. Najbardziej męczył się w meczu z Hankeyem… ale Ted to trochę osobna historia, o nim na sam koniec.

silver backNiemniej pozytywnie zaskoczył mnie Tony O’Shea , który nie dość, że wygrał swoją grupę, to jeszcze w następnej rundzie zasłużenie zgrał Hamiltona, potknął się, podobnie jak Waites, dopiero na Thornie. Dobra gra ulubieńca publiczności, jedynie co zawodziło to dabel i to seryjnie. Można się w meczu przyciąć raz, drugi, ale nie co chwila i nie na tym poziomie Ale tak jak w przypadku Andersona, jest światełko w tunelu na Mistrzostwa Świata. Nikomu tak mocno nie życzę tego tytułu jak Tonemu, wreszcie….
Przeszkód będzie kilka, przypuszczalnie Adams już w pierwszej rundzie, ale pewnie najpoważniejszą Bunting. Ech, nie mogę odżałować, że Bulleta zabrakło, no  nie mogę.

Zawód, rozczarowanie, klapa….

a to nie dziś, dziś były plusy dodatnie, na ujemne zapraszam jutro, naprawdę….

Pozdrawiam

Łukasz Ferenc