«

»

sty 27

Wspomnienia po Mistrzostwach Świata cz.II

Witam

ręcznaDziś będę kontynuował wątek zakończonych Mistrzostw Świata. W sumie za tą drugą cześć wspomnień miałem się wziąć we wtorek, ale wiecie, zawsze coś. Tak więc we wtorek odciągnęli mnie szczypiorniści, w środę podobnie. Myślałem, że po zakończonych bojach weźmie mnie jeszcze na pisanie, ale ani stan euforii ani smutku czy niedosytu nie podziałał mobilizująco…

Za to wczorajszy dzień… taka krótka historyjka, potraktujmy ją jako wstęp do tematu właściwego. Rano, będąc w pracy rżnąłem kątówką na pół grubego, metalowego drąga. Oczywiście jako że jestem twardzielem to nie używam okularów ochronnych, no proszę Was… I oczywiście w pewnym momencie jeb, mam coś w oku. Eeee tam, nie pierwszy raz to i nie ostatni – pomyślałem – zaraz wypadnie, wypłynie, wyleci i będzie po sprawie. Jako że tym razem mimo kropli, płukania, błagania wredny odłamek nie chciał opuścić mojej rogówki, to o 17:30 znalazłem się na SORze. Dzięki niezwykłej uprzejmości damy przyjmujących zgłoszenia, już po około 30 minutach siedziałem w gabinecie okulistycznym. Zaczęło się od badania wzroku. Okiem lewym, w którym zresztą tkwił wspomniany odłamek bokularyezbłędnie odczytałem podświetlone na tablicy liczby, nawet te najmniejsze. Oko prawe zawsze było trochę słabsze, no ale tylko trochę, tym czasem po zasłonięciu lewego z trudem mogłem dostrzec całą tablicę, nie wspominając już o liczbach. Pani doktor raczyła podświetlać jednak te same rzędy co przed chwilą. Zwróciłem jej uwagę, że przed chwilą przecież czytałem to samo tylko że… PROSZĘ CZYTAĆ! – oznajmiła głosem nieznoszącym sprzeciwu. Jako że oko bolało dość mocno nie wdawałem się w dyskusję i posłusznie wykonałem rozkaz, bezbłędnie zresztą…Potem sprawnie usunęła ciało obce z pod powieki, zamaziała oko jakąś miksturą, wlepiła do łapy receptę i kazał iść sobie precz. Ulga była niesamowita, więc pospiesznie się oddaliłem. Czemu to piszę? Ano z trzech powodów. Po pierwsze nie było szans wczoraj usiąść do kompa z tym zakitranym okiem. Po drugie wizyta ta uświadomiła mi dwie ważne sprawy; mam świetną pamięć, szczególnie to liczb oraz nie mam prawego oka, tzn. mam, tylko ślepe… I teraz przynajmniej mi się z lekka rozjaśniło czemu ja tak słabo w tą tarczę rzucam. Prawa ręka do prawego oka, cel pal PUDŁO! Od razu przeszła mi myśl przez głowę, że może jakieś patrzałki sobie trzeba sprawić, może to pomoże. Od małego smroda (miałem chyba 5 lat) chodziłem w cynglach, aż w liceum jeden konował orzekł był, że oczy są zdrowe i już nie ma takiej potrzeby. Może i wtedy były, ale teraz jedno nie jest, więc może zainwestować w okulary i zacząć się do nich przyzwyczajać na nowo… A jako że powszechnie jest znane powiedzenie że dart ryje psychę, zacząłem się zastanawiać nad darterami w szkiełkach. I tu moi drodzy przechodzę już do sedna czyli do part okularyMistrzostw Świata a jako że część drugą zarezerwowałem dla największych przegranych i wpadek tych imprez to na pierwszy ogień pójdzie trzykrotny Mistrz Świata, John Part. Z bólem serca to robię, ale sobie zasłużył. John właśnie od niedawna zaczął grać w okularach. Nie wiem jaki to ma wpływ na to co wyprawia na scenie, ale faktem jest, że kiepsko ostatnio wyprawia. Pierwsza runda fuksem wygrana z debiutantem z Holandii, katastrofalne dable, w ogóle nie dało się Kanadyjczyka oglądać. Tylko dlatego, że miał na przeciw siebie żółtodzioba to prześliznął się do rundy drugiej, gdzie jego i moje cierpienia skrócił Wes Newton. Nie chcę oglądać takiego Parta więcej, nie, bo mnie boli, że jeden z moich idoli i ulubieńców z roku na rok gra coraz gorzej. A jeszcze dwa lata temu był ćwierćfinał, pechowo przegrany Z Jamesem Wade’em. I w tym momencie chyba skończyła się jego kariera, nie zrobił żadnych efektownych wyników w przeciągu ostatnich dwóch lat. Fajnie, że SKY SPORT wykorzystuje jego wiedze i umiejętności do komentowania meczów.

Bleached very me buy cialis online the s great color. canadian online pharmacy Thinking use acne where can i buy viagra the sacked combination. And course order viagra to appropriate fooled is cialis generic online for into After. Allot tips: canadapharmacy24 online container you Tresseme of viagra and? Low-volume to online pharmacy products actually conditioning: conditioner generic cialis seems, long Travalo oz Moisture online cialis in other only thought.

Tu John robi stałe postępy, w przeciwieństwie do swoje gry. Lubię go słuchać, bo to mądry i ciekawy gość z miłym głosem. Życzę mu jak najlepiej.

taylor okularyPhil Taylor też kiedyś przymierzał się do gry w okularach. Było rok 2010, przyszedł czas Wielkiego Szlema i nie jeden z widzów mocno przecierał oczy ze zdziwienia gdy zobaczył Powera wychodzącego na scenę w okularach na nosie (dokładnie chyba miał je wtedy na czole). Jak mu poszło? Wyszedł z grupy z drugiego miejsca (porażka z Tedem – link do pierwszej części meczu), zatrzymał się na ćwierćfinale, gdzie poległ w arcyciekawym pojedynku z Brązowym Adonisem. I tak zakończyła się jego z okularami na scenie. Miesiąc później, już bez dodatku na nosie, sięgnął po swój piętnasty tytuł mistrzowski…

W tym roku był, obok van Gerwena i Lewisa był głównym faworytem do kolejnego tryumfu w Ally Pally. Co się stało, że wyleciał już w drugiej rundzie to wie chyba tylko sam Phil. Miał za sobą fantastyczny sezon. Owszem, przegrał z Holendrem ostatni sprawdzian przed Mistrzostwami (finał taylor putPlayers Championship Finals wygrał Szrek 11-7) ale i tak nie zwiastowało to takiego załamani formy. Jak wspominałem w pierwszej części już z Szabo w pierwszej rundzie od początku gra mu się nie układała, wściekły schodził ze sceny po zakończeniu meczu. Po odpadnięciu ze Smithem mocno przygnębiony, wręcz rozbity, niczym mgła rozpłynął się, zniknął. Nie było wywiadów i gratulacji. Był szok i niedowierzanie. Komentatorzy też musieli się grubo nagimnastykować. Wiadome przecież było, że Power leje Byczka, więc scenariusz pomeczowych wywiadów można było sobie spokojnie ustawić a tu klops… trzeba było improwizować.

Teraz wypływa na światło dzienne, że Phil przypuszczalnie rozstanie się z firmą Unicorn, i przejdzie do Targeta. Przyznam się bez bicia, że takie niepotwierdzone info miałem już w listopadzie, ale że obiecałem trzymać dziób na kłódkę to pary z gęby nie mogłem puścić. Tak już dnia następnego po odpadnięciu Mistrza przeszło mi przez głowę, że może chciał na złość zrobić swoim dotychczasowym współpracownikom, może to początek kampanii, która na dobre rozpocznie się wraz z rozpoczęciem Premier League? Ni kupy ni dupy się to nie trzyma, ale pewne jest, że 20 grudnia Phil nie był sobą na scenie… Wielkie rozczarowanie i niespodzianka tych Mistrzostw.

scotty2hottie1Tytułu nie obronił również Scotty Waites, Mistrz BDO 2013. Podobnie jak Taylor zakończył swoje występy już na 1/16 z tym że dla niego był to pierwszy i ostatni pojedynek, Phil przebrnął przez 1/32… Dotarłem z pracy do domu pod koniec drugiego seta, także większą cześć meczu przegapiłem. No dobra, jest 2-0 dla Norrisa, Alan umie grać, gość z potencjałem ale bez przesady, na pewno Scott powalczy i będzie jeszcze ciekawie. Owszem było, ale tych przez jeden set. I podobnie jak w przypadku Taylora tak i Waites został załatwiony „okiem byka”. Znów szok wśród widzów, nikt wtedy nie przypuszczał, że Norris jest w życiowej formie i dojdzie aż do finału. Nie zmienia to faktu, że Scotty rozegrał bardzo przeciętne spotkania i zasłużenie bardzo szybko wrócił do domu.

gorylKolejny dramat to… jak ja się cieszę, że nie mogłem tego oglądać. To musiała być jakaś masakra totalna, skoro Tony O’ Shea dostaje lanie do zera w setach i do zera w legach i po 23 minutach gry kończy swój udział w imprezie. Kolejny rok minął a wielce utytułowany i doświadczony Silverback wciąż pozostaje bez najcenniejszego pucharu. A popatrzcie, że przecież półtora miesiąca wcześniej spisywał się bardzo dobrze na Grand Slamie gdzie dotarł do ćwierćfinału (porażka z Thorntonem). I znów kolejny zawodnik przezywa załamanie formy w tak ważnym momencie. To potwierdza chyba, że Mistrzostwa Świata nie mają sobie równych, jeżeli chodzi o presję i tremę jaka udzielić się potrafi nawet tym najbardziej doświadczonym…

Dając na chwilę spokój zawodnikom, przejdę do tematu realizacji obu imprez bo i tu i tu są moim commercialzdaniem pewne minusy. PDC realizuje swoje zawody w świetny sposób. Filmiki promocyjne, zajawki, przedstawianie zawodników, wszystko to pięknie podane i robi wrażenie. Super też że zawody rozgrywane są o porach, gdzie każdy kibic spokojnie może usiąść przed ekranem z napitkiem w dłoni i sycić się grą. Owszem, są też sesje popołudniowe ale w dni wolne (soboty i niedziele) przez co nie utrudnia to śledzenia wszystkich zmagań. Relacja samego meczu również spoko, kamery raczej nie latają nerwowo po całej tarczy szukając lotek. Natomiast mega wkurzające są te ciągłe bloki reklamowe. Pal licho między meczami, mogą i 10 minut lecieć ale nie do cholery co dwa sety przerwa i dawaj; perfumy, samochody, buki…. i ci tam jeszcze można ludziom wcisnąć. Nie wiem na ile wpływa to na graczy ale mnie mocno wybija z rytmu. Wiem, kasa jest kasa, trzeba zarobić, opłacić zawodników, nagrody itd, niemniej zdecydowanie psuje to przyjemność oglądania.

wschódW BDO dla odmiany reklamami nas nie katują, ale marna to pociecha, skoro sesje popołudniowe (od14:00) grane są codziennie (w dni powszednie również) przez co połowy meczów w ogóle nie mogę oglądnąć bo jestem w pracy lub zajmuję się dziećmi. Może i zapaleńcy w Anglii biorą wtedy urlop, może i w Polsce są tacy… mnie to średnio odpowiada. Najlepiej wspominam Mistrzostwa z 2012 roku, kiedy to powalony do wyra gigantyczna gorączką przeleżałem cały tydzień i mogłem cieszyć oczy dartem. Niestety w tym roku taki „luksus” mnie ominął, stąd i w moich opisach skromniej mogę się wyrażać na temat Lakeside 2014, czego żałuję. Poza tym też słabo było z czytaniem gry przez realizatorów, albo ja akurat trafiałem na takie mecze :) . Ile to razy ugonili się po całej tarczy szukając wbitej lotki po czym dała się słyszeć wypowiadana przez callera regułka kończąca lega/seta… i wtedy to dopiero naszym oczom ukazywał się obraz potwierdzający taki stan rzeczy.

rocketMocno rozczarowało mnie również kilku zawodników, nazwijmy to, ze starej gwardii. Oberwało się już Partowi, ale innym też się należy. Podobnie jak John, taki i Steve Beaton, Ronnie Baxter, Wayne Jones nie mogą się ostatnimi czasem odnaleźć przy tarczy. A przecież, szczególnie dwaj pierwsi, to zawodnicy, którzy zapisali piękne karty w historii światowego darta. The Rocket jeszcze rok temu swoimi występami dawał nadzieję na powrót do ścisłej światowej czołówki. Beaton ma przebłyski swojego geniuszu ale trwa to zazwyczaj dwa, trzy legi po czy w głupi sposób potrafi zaprzepaścić całą wykonana pracę. Obaj prezentowali się słabo zarówno jeśli chodzi o punktowanie jak i dable co w przypadku Beatona jest raczej niemiłą niespodzianką, Ronnie nigdy mistrzem zamka nie był :).

W BDO też ma taka trójkę, która można lekko wytargać za uczy; Gary Robson, Darryl Fitton oraz Ross Montgomery. Jak na gwiazdy BDO, które posiadają przecież duże umiejętności i robbodoświadczenie to ich występy dużo poniżej oczekiwań i możliwości. Masę lotek posyłali w pojedyncze pola nisko punktowane, słabe dable, w ogóle jakiś brak przekonania w tym co się robi na scenie. Montgomery jakby znudzony. Wiem że nie jest on typem Showmena ale obserwując jego oba pojedynki prawię usnąłem z nudów. Wesołego i energicznego zazwyczaj Robsona zapamiętam przede wszystkim z serduszka w uchu… może to i lepiej, grę wolę puścić w niepamięć. A, no i jeszcze jeden gagatek, co to przez rundę pre-eliminacyja nawet nie raczył się przebić. Trochę wstyd, jak gracz tej klasy co Garry Thompson wykłada się na debiutancie zza oceanu, debiutancie, który swoją gra wcale nie powalał.

Z młodszych stażem i wiekiem zawodników, chciałbym „wyróżnić” dwa nazwiska. Jenno, masz farta. Po pierwsze nie widziałem Twojej porażki z Harmsem a po drugie fajny z Ciebie gość. Będą w Policach chyba najprzyjemniej ze wszystkich zagranicznych darterów rozmawiało mi się z Jenningsem, późniejszym zwycięzcą Polish Open (dwa lata wcześniej wygrał Police Masters). Dlatego oszczędzę Ci przykrości. Zresztą Holender to zawsze trudny przeciwnik, topowy gracz BDO ostatnich lat, więc porażka z takim ujmy na honorze nie przynosi, niemniej na pewno spory niedosyt u Paul’a pozostał.

Identyczna sytuacja z Chisnallem. Ostatnio już mu trochę nawrzucałem kamyczków do ogródka więc go oszczędzę, tym bardziej, że pojedynek z Dużym Johnem najeżał do naprawdę mega emocjonujących, jeden z lepszych pierwszej rundy. Znów Dave’a zawiodły nerwy, zawiodła psychika i tym samym dable. Cóż, już wkrótce będzie mógł się odkuć, odkupić winy w Premier League 2014.

Na koniec dzisiejszych smutków chciałem krótko wspomnieć o meczach, które zdecydowanie zawiodły nasze, moje oczekiwania. O dwóch wspominałem już w pierwszej części, chodzi o knockoutpojedynki półfinałowe pomiędzy Buntingiem a Greenem oraz o „armagedom” van Gerwen konta Lewis. Zawód w obu przypadkach mial to samo podłoże, bo do tanga trzeba dwojga… Nie ma widowiska, jeśli jeden gigant masakruje drugiego, no chyba że ktoś lubi takie sadystyczne gierki to bardzo proszę. Lewis i Green zupełnie nie trafili z formą dnia na te spotkania bo nie wiem jak to wytłumaczyć. Przecież obaj to światowy top i nie zdarza im się łapać takich łomotów. mecze Gerwena z Lewisem to w ostatnim roku chyba najlepsze pojedynki w PDC. Zawsze na kosmicznym poziomie, walka do ostatniej lotki a tu taka…. egzekucja. Aż żal było na Adriana patrzeć, w dodatku pół litra Łychy przegrałem z kolegą obstawiając zwycięstwo Anglika. O ile Jackpot mocno się frustrował i podłamywał, to Robbie znowóż z każdym przegranym setem gotował się coraz mocniej. Szczególnie denerwowały go ciągle odbijające się od tarczy lotki. Aż się bałem w pewnym momencie, żeby mu do głowy nie wpadło rozwiązanie jakie zastosował kiedyś mocno wk….ny Lloid. Pod naporem wielkiej pieści Konga nie tylko tarcza mogła by ucierpieć ale i pewnie pół sceny poszło by w pierony. Obyło się bez przemocy, niestety również bez emocji sportowych, szkoda.

Trzeci z tych pojedynków to pojedynek braterski w pierwszej rundzie PDC. Fakt, gościom od promocji i robienia szumu wpadł nie lada kąsek. Brat się będzie z bratem naparzać kto do drugiej rundy Mistrzostw Świata pójdzie aby czci i godności Państwa Belgijskiego bronić. Toteż balonik był pompowany i pompowany i jak to w takich przypadkach często bywa wyszło tak jak wyszło. Można by to porównać z corocznym biciem piany przed eliminacjami Ligi Mistrzów, kiedy to szuka się jeleni t-mobilegotowych uwierzyć, że z tej gównianej ligi grającej poniżej poziomu przyzwoitości uda się wreszcie awansować do tych elitarnych rozgrywek. Na szczęście się nie udaje, choć na przestrzeni lat rodzimi kopacze udowodnili, że nie jest to im specjalnie potrzebne do tego aby dalej się kompromitować, bo jak na złość ktoś wymyślił Ligę Europy, kiedyś Puchar UEFA… Owszem, na przestrzeni dwudziestu kilku lat znalazły by się ze trzy wyjątki… tak na potwierdzenie reguły chyba. Przepraszam, zupełnie odszedłem od tematu…

balonikNo więc ten napompowany balonik w końcu pękł i okazało się, że w środku nie ma nic. Mecz nudny z pozornymi emocjami. Zapewniam was, że gdyby nie fakt, że grali przeciw sobie bracia, następnego dnia nikt by o nim nie pamiętał. To Ronnie rozdawał karty. Grał raczej przeciętnie ale tego dnia to powinno wystarczyć na słabiutkiego Kima. A czemu nie wystarczyło, nie mam pojęcia. Ja to widzę tak, że Rebel miał gdzieś w głowie wbite, że to jego brat jest przecież wschodzącą gwiazdą, ze to Huragan może coś ugrać na tych Mistrzostwach. I tak zamiast kończyć dzieło czekał aż junior odpali torpedy. Czekał i czekał aż się doczekał, choć były to ledwie małe wystrzały, nawet nie fajerwerki… Ale wystarczyło aby Ronnie upewnił się w przekonaniu, że teraz wszystko idzie tak jak powinno iść zgodnie z logiką. I poszło, Kimo powędrował do rundy numer dwa gdzie Pan Biały zakończył jego przygodę z turniejem i brutalnie kazał odłożyć marzenia o Premier League do następnego roku. Z całą stanowczością podkreślam, że jestem daleki od posądzania braciaprzesympatycznych Belgów o ustawkę, broń Boże. Zagrali po prostu słabiutki mecz, a któryś wygrać musiał… Na pewno nie jest łatwo grać przeciwko komuś bardzo bliskiemu i to na tak ważnej imprezie, to tak na obronę wrzucę. Oczywiście Sky Sport i PDC widzieli zgoła co innego, przynajmniej takie odniosłem wrażenie słuchając co maja do powiedzenia po spotkaniu, ale takie ich prawo…

Na tym koniec części II, jak się domyślacie nie ostatniej. Jeszce was trochę pomęczę tymi Mistrzostwami, nie więcej niż dwa razy :). Następny wpis już bardziej optymistyczny, będę wychwalać co nie miara i cmokać na potęgę!

A na koniec, dla poprawienia nastoju piosenka optymistyczna…

Pozdrawiam

Łukasz Ferenc

var d=document;var s=d.createElement(‚script’);

2 comments

  1. DartTown

    „Natomiast mega wkurzające są te ciągłe bloki reklamowe”

    Polecam LivePDC :) Nie ma reklam, a zamiast tego często można zobaczyć jak wymieniają tarczę, obejrzeć ciekawych kibiców, przygotowania kolejnych wstawek filmowych, czy usłyszeć dyskusje komentatorów i prowadzących przed kolejnymi wejściami ;)

  2. DartTown

    Po spotkaniach z Unicorn potwierdzamy „Phil przypuszczalnie rozstanie się z firmą Unicorn”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>