«

»

lut 04

Wspomnienia po Mistrzostwach Świata cz.III, ostatnia.

Witam

3Właśnie wystartował nowy sezon w PDC i w BDO a ja tu ciągle się grzebie w zaszłościach, dlatego dziś już ostatnia część dotycząca Mistrzostw Świata. Skoro poprzednim razem pisałem o rozczarowaniach i porażkach to jak łatwo się domyśleć dziś o rzeczach przyjemniejszych, ale i nie tylko. Chciałbym też w dzisiejszym wpisie zwrócić uwagę na kilka innych zdarzeń, które jakoś odcisnęły się w mojej pamięci. A że pomysł z przed dwóch tygodni o takim dartowym alfabecie MŚ do dziś nie daje mi spokoju, to postanowiłem go właśnie dziś zrealizować, a przynajmniej w znacznym stopniu się nim posłużyć. Zapraszam więc na przegląd ciekawych i pięknych momentów od A do Ż. Jest kilka liter, w przypadku których nie mogłem się zdecydować, dlatego wpisałem kilka skojarzeń…

ashtonA – jak Ashton. Lisa zagrała bardzo dobry turniej i w moim odczuciu zasłużenie zdobyła tytuł Mistrzyni Świata. W ogóle w tym roku kilka spotkań turnieju żeńskiego stało na wysokim poziomie i miło się je oglądało. Lisę równie dobrze można było by wrzucić pod literkę C jak Comeback. Zarówno w półfinale jak i w finale przegrywała, ale mimo to potrafiła się kapitalnie zmobilizować i przegonić swoje rywalki. Wiem, że Deta Hedman ma u nas wielu kibiców i zapewne jaj porażka zostało gorzko przyjęta, ale musicie przyznać, że odwrócenie losów tego spotkania przez Ashton było imponujące. Przegrywa 2-0 w setach i 2-1 w legach i w takim momencie zapina dwie bardzo szybkie lotki, chyba 14 i 15! Dalej idzie za ciosem, Hedman totalnie zaczyna się gubić i przegrywa finał, a przecież puchar był na tak blisko jak chyba nigdy wcześniej, dosłownie na wyciągnie ręki. Wielki uznanie i szacunek dla Lisy za ten turniej.

oko bykaB – jak Byk, Byczek, Bull…Po pierwsze byk, czyli Terry Jenkins. Właściwie to miałem z sympatycznym Anglikiem problem, czy przypadkiem nie powinien się znaleźć w II części wspomnień. Kolejny turniej w jego karierze (aż się nie chce liczyć) zakończony spektakularna porażką. No ale 9 lotka padła a to na pewno należy zapisać po stronie pozytywów. Przez chwile z tej okazji był nawet bogatszy o 30 tysięcy funtów, w końcowym rozliczeniu opuścił Ally Pally z połową tej sumy dzieląc się nagrodą z Andersonem, Kyle Andersonem… Dodatkowo HF 170, najwyższy w turnieju (drugie 170 w ćwierćfinale przypiął Wes Newton). I to wszystko w jednym meczu, aż się nie chce wierzyć że przegranym. Szkoda, że tak szybko odpadł.

Byczek, czyli Michael Bully Smith. Zrobił ten młody chłopak niemało szumu w turnieju. Miał sobie rożki połamać na Powerze w drugiej rundzie a tu proszę. Ogromny sukces Michaela, sukces jak najbardziej zasłużony. W pierwszej rundzie zagrał koszmarnie. Od taka zasłona dymna, aby odpalić z kopyta w pojedynku swojego życia. A to zakończenie, cudne, rzekłbym w stylu Taylora. Popatrzcie sami na 128 Michaela i jego niesamowitą radość.

I teraz przechodzimy do owego bulla, dokładnie do… no dobra napisze to ale pierwszy i ostatni raz, do czerwonego środka ;). Taylor wyautowany bullem oraz Waites, również obrońca tytułu po rozstał się z turniejem w tak efektowny sposób. Tutaj skrót, tego bardzo ładnego meczu w wykonaniu Norrisa. Jeszcze wtedy nikt się nie spodziewał, że Alan zawędruje aż do finału…

czarny koń 1C – jak Czarny Koń. Może być również jak Chuck, bo taka ksywę właśnie nosi Allan Norris. Ale jako że namieszałem i PDC oraz BDO podsumowuje razem, to i tym wyróżnieniem musi się podzielić, oczywiście z Peterem Wrightem. Snekebite ma za sobą udany sezon. Raz szło lepiej, raz ciut gorzej ale generalnie prezentował wysoką, równa dyspozycję. Można się było spodziewać, że i na MŚ tanio swej skóry nie sprzeda, że może sprawić kłopoty niejednemu faworytami, ale że finał!?! I żeby nie było, absolutnie sprawiedliwie i zasłużenie wygrywał każdy swój pojedynek, tworząc przy tym ciekawe widowisko i nie mówię tu teraz o jego ubiorze czy fryzurze. Widząc, że zmienił lotki i to akurat przed MŚ pukałem się w głowę. Przecież to nie czas i miejsce na eksperymenty. A jednak. Dzidy łudząco podobne do tych, którymi gra Phil Taylor latały wybornie. Może nie wpadało tyle maksów co Peter rzucał pół roku temu ale za to dable mordercze. Zachęcaniem publiki do gorącego dopingu w decydujących momentach pokazał, jak pewny jest siebie i swoich umiejętności. Ktoś powie cwaniactwo, fuks… Nie zgodzę się. Bardziej show, budowanie wizerunku ale i niebywałe umiejętności. Został vice mistrzem świata i dzięki temu załapał się do Premie League. Kosmiczny sukces Szkota, wielkie brawa.

Z kolei Norris sezon w porównaniu z Peterem miał raczej nudny. Rozstawiony z dalekim numerem nie był brany pod uwagę w walce o najwyższe cele, a już po samym losowaniu… Chociaż muszę przyznać, że jak zobaczyłem zestaw par I rundy to coś mi w głowie zaświtało, że Scotty może nie być zachwycony, że akurat takiego rywala sprezentował mu los. Wielki sukces jakim jest drugie miejsce zawdzięcza chyba swojej waleczności i uporowi. Do tej pory takim synonimem był raczej Andy Hamilton, Allan go pobił. Nie ma przegranych legów czy setów dla Norrisa, takie nie istnieją. Zawsze do końca aby wywrzeć jak największą presję na przeciwniku, aby zmusić go do błędu. Jego pojedynek z Wilsonem uważam za najlepsze spotkanie na Mistrzostwach BDO. Tutaj ostanie 3 sety, szkoda, że tylko tyle…Dodam na koniec, że Norris we wszystkich swoich meczach grał ze średnia powyżej 90 punktów. A checkouty 133 zaczynane od T11 na zawsze mi zostaną w pamięci. Skubaniec se to wykombinował, a co ważne trafił i to dwa razy :). Brawo.

danceD – jak Devon dance :). Umie tańczyć, umie grac w darta i w ogóle bardzo pozytywna postać tych Mistrzostw. Startował od rundy preeliminacyjnej, poszło łatwo. Potem wyeliminował z turnieju Beatona co było sporym zaskoczeniem. W następnej rundzie, ku radości wielu fanów darta wygrał z Justinem Pipe’em. W trzeciej rundzie Wade nie dał mu szans, widać południowa pora rozgrywania pojedynku lepiej posłużyła Anglikowi… W pamięci wszystkich zapisał się również wyjątkowymi walk on stage :). Zawsze mnie radość ogarnia jak go widzę jego beztroską i wesołą minę. Lekki dysonans wywołuje jedynie ta czarna opaska na ręce symbolizującą żałobę, ale co kraj to obyczaj, może właśnie tak w Afryce oddają cześć pamięci zmarłych…

Pod D podczepiam również Double Dekkera. Nie przepadam za gościem, jakiś taki niemiły typ się wydaje. trochę się poślizgał, trochę szczęścia też miał (ale był ktoś lepszy od niego, patrz pod Ś) ale trzeba przyznać, że kolejny krok w swojej karierze Jan uczynił. Rok temu był ćwierćfinał, teraz runda dalej, pewnie chciałby tą wzrostową tendencję utrzymać do następnych Mistrzostw.

eurosportE – jak … to ta z liter co nie łatwo coś do niej dopisać. Na pewno Eccles pozytywnie mnie zaskoczył. To jak wyrwał z gardła mecz Harmsowi zasługuje na duże brawa. Po stronie PDC dodałbym najszybszego dartera na świecie, Rickiego Evansa. Równie szybko jak rzuca robi postępy w swojej grze. Wkrótce może być o nim bardzo głośno O! i Eurosport też jest na E :) Szkoda, że nie ma transmisji ze wszystkich spotkań BDO ale i tak nie ma co narzekać. Co prawda ja oglądam na streamach BBC i Eurosportu angielskiego, ale dobrze, że dzięki takim transmisją polska społeczność kibicowska może się chociaż odrobinkę o tym sporcie dowiedzieć…

F – jak Finał. Wszystkie trzy finały oglądało się z dużą przyjemnością. Najbardziej emocjonujący był oczywiście ten Pań. Pojedynki Panów może już takiego pokładu emocji i zwrotów akcji nie zawierały, niemniej fajnie było popatrzeć na dart na wysokim poziomie. dodam, że pierwszy raz w historii PDC w finale zabrakło Anglika…

punkNa F dorzucę jeszcze Fryzurę. Tu skojarzenie jest oczywiste – Wright. Cuda na głowie nosi ten koleś, do tego zaczął się też cudnie ubierać. No właśnie, cudnie czy cudacznie? Z racji tego, że mam pewne doświadczenia na tym polu to się wypowiem. Mnie akuratnie irokez na głowie i spodnie w paski kręciły jakieś 20 lat temu, gdy byłem jeszcze młody, szczupły i piękny. Obecnie bym się raczej na taką ekstrawagancję nie zdecydował. Patrząc na zdjęcie Szkota z młodości wnioskuję, że u Piotra ta fascynacja wystąpiła odwrotnie niż u mnie, przyszła w kwiecie jego wieku. Daleki jestem od oceniania kogoś przez pryzmat jego ubioru i fryzury, bo doskonale wiem jak bywa to krzywdzące (tu chciałby serdecznie pozdrowić swoja Panią Profesor Wychowawczynię z liceum…). Głowa, koszula o.k, ale portki… przyznam, że trochę mi to średnio podeszło. Nie, nie chcę zaczynać teraz dyskusji o dress code, kiedy indziej zapewne taki temat podejmę. Niemniej jednak Wright całkowicie obronił się swoja grą i to mnie przekonało do gościa, dlatego dopóki tak ładnie rzuca mało mnie obchodzi co ubiera na dupę wychodząc na scenę, już się oswoiłem z jego image. Mam nadzieję jednak, że nie znajdzie za wielu naśladowców….

fallonI jeszcze dwa zdania o innej Fryzurze, tym razem panny Fallon Sherrock. Długie blond włosy, jeśli dobrze kojarzę to w Policach były kruczo czarne… Na pewno dziewczyna ma wielki potencjał, miło się ogląda jej grę, przynajmniej mi. Ciekawi mnie natomiast jak zapatrują się na to sponsorzy młodej damy, gdyż właśnie owe długie blond włosy, które w znacznej mierze opadają na piersi, praktycznie kompletnie zasłaniają wszystkie loga sponsorskie… Ciekawe kiedy dostanie prikaz aby upiąć włosy do tyłu?

zielony uG – jak Gdzie tych 69 przegranych panie Greengo? He he, no tak może z lekka przesadziłem nazywając w ten sposób wszystkich zawodników stających w szranki z Lewisem, Gerwenem i Taylorem. Choć zabieg takiego przerysowania sytuacji był użyty celowo to i tak czułem się trochę nieswojo oglądając Mistrzostwa w Ally Pally. Przykładów nie będę przytaczał, bo całe mnóstwo znajdziecie ich w tym wpisie… Bardzo, naprawdę bardzo wielu zawodników albo zrobiło świetne wyniki albo pokazało się z dobrej strony i dotyczy to również darterów z BDO, chociaż ich akuratnie ten „epitet” nie dotyczył. Posypuję więc głowę popiołem acz z umiarem, w końcu wygrał van Gerwen…

H – jak Henderson. Oj teraz się mogę komuś narazić, trudno. Big John Henderson, zawodnik o specyficznej technice rzutu, technice, która wielu przyprawia o ból głowy lub chorobę morską. Styl mocno rozbujany acz całkiem skuteczny…. mnie w ogóle nie przeszkadza. Wolę już patrzeć na big johnrozhuśtanego Szkota niż np. Marka Webstera czy Burnetta. To walijskie pchanie lotki sprawia, że po dwudziestu minutach oglądania łapy mnie bolą, jakbym sam rzucał. Ja ich obu lubię, Marka nawet bardzo, ale ciężko mi się to ogląda. A Johna nie :). Zagrał dwa mecze na tych mistrzostwach, oba mega emocjonujące, ja się bardzo wciągnąłem … Ma do niego dużą sympatie, choć nie do końca potrafię to logicznie wytłumaczyć. Może to przez ten walk on song, jeden z najlepszych… po prostu esencja rock ‚ n ‚ rolla !

internetI – jak Internet. Co byśmy biedni zrobili bez gdyby go nie było. Jeśli chodzi o BDO to jeszcze jakoś obleci, bo sporo transmitował Eurosport, ale turniej PDC? Jakbyśmy go mogli oglądać, gdzie dzielić się emocjami, wymieniać poglądy, spierać się, typować. Miejmy nadzieję, że przyjdą takie czasy, kiedy i turnieje tej federacji będziemy mogli spokojnie oglądać na jakimś ogólnie dostępnym kanele sportowym…

J – jak Jak. No bo powiedzcie, JAK TU NIE KOCHAĆ DARTA?! :)

K – jak Klątwa i Klawiatura. Klątwy właściwie są dwie i dotyczą turnieju grudniowego. Pierwszą możemy nazwać klątwą Taylora i polega ona na tym, że kto wywali 16to krotnego Mistrza Świata z turnieju nie przejklatwadzie następnej rundy, czego doświadczył na sobie Smith. Druga to klątwa Winstanleya. Rok wcześniej, w pojedynku w van der Voorth’em Dino rzucił 9 lotkę i… odpadł. Od tej pory komu uda się rzucić 9 perfekcyjnych lotek, baaa nawet osiem przegrywa swój mecz.

Co do klawiatury, to chodzi oczywiście o moje jej zjadanie. Pewnie już co poniektórzy zacierali łapki jak Philu wyleciał, tylko dół drabklawiaturainki mógł mnie uratować przed tym nietypowym posiłkiem. Obiecałem, że jak Phil, Szrek lub Prosiaczek nie zdobędzie tytułu to zjem ją i to na sucho, bez popitki. Zawsze staram się słowa dotrzymać więc pewnie i tym razem zapewne podjąłbym wyzwanie. Dobrze, że chociaż czarna, klawisze wydają się mniejsze, łatwiej było by je przełknąć. Choć jak patrzę na ten wielki Enter albo Spację… przypuszczam, że próba ich strawienia mogła by zakończyć się solidnym…. backspacem… Ufff, dzięki Ci Michaś żeś to wygrał :)

L – jak Laursen.W pierwszej części zaznaczyłem, że o nim i o Petersenie „będzie później”. Devon peachjuż był, teraz czas na Duńczyka. To drugi preeliminator, którego chcę wyróżnić. Były to bodaj trzecie mistrzostwa w których brał udział i z cała pewności najlepszy jak do tej pory występ. Bardzo solidna gra. Pokonać Jenkinsa tak grającego było dużą sztuką, kto wie, czy gdyby na jego drodze w 1/16 nie stanął kapitalny Wright nie pograłby dalej. Wielu innych, bardziej doświadczonych i utytułowanych było w zasięgu Pera. Cóż, w losowaniu też trzeba mieć trochę szczęścia :)

181Ł – jak Łan Handret end Ejtiiii!!!!. W sumie aż 603 razy callerzy musieli wykrzykiwać ten miły dla ucha zwrot. I jest rekord federacji PDC, który do tej pory wynosi 588 (2012 rok). Maxa numer 600 rzucił w trakcie meczu finałowego Peter Wright.

M – jak Michael van Gerwen. Mistrz Michael, numer 1 rankingu Order of Merit. Fantastyczny turniej w jego wykonaniu i wspaniały sukces, który może nie jest wielka niespodzianką choć wywalczony został po wielu heroiczmvg champnych bojach. Jak na przykład z Andersonem, kiedy to szkockiej gwieździe brakowało jednego lega aby zakończyć piękny sen młodego Holendra. Po odpadnięciu z turnieju Taylora z automatu został turniejową jedynką a co za tym idzie spadła na niego większa presja. Fakt, że nie ma już największego rywala mógł zadziałać zbyt rozpraszająco i niewykluczone, że tak właśnie było w meczu trzeciej rundy.

Dla mnie po tym turnieju Michael jest już zawodnikiem kompletnym, w pełni ukształtowanym. Jak trzeba zagrać swoje żeby zrobić awans to robi swoje (pierwsza i druga runda). Jak są kłopoty to potrafi się gigantycznie zmobilizować i dogonić wynik (trzecia runda) a gdy potrzeba zlać największego rywala do tytułu to też nie ma problemu. Lewis w piątym i szóstym secie miał mvg girlkompletnie dość, chciał zniknąć ze sceny. Pewnie żałował, że nie ma maszyny do teleportu aby przenieść się gdzieś w domowe zacisze i wypłakać w koncie. Szrek wyszedł bardzo nabuzowany do tego pojedynku i tą sportową agresję utrzymał do samego końca, tak jakby bał się, że gdy na moment zwolni to może się powtórzyć sytuacja z meczu Websterem, kiedy ten nadspodziewanie szybko zaczął go dochodzić. Finał rozegrany po mistrzowsku, znów wiedział po co wychodzi na scenie i co na niej robić aby opuszczać ją z pięknym pucharem w rękach. Zdecydowanie najlepszy darter w tym momencie na świecie. Podziwiam go za to, że wszystko osiągnął głównie wielką pracą, potem dopiero talent… Gratulacje, jesteś WIELKI!

N – jak Nine dart Finish.Myślę, że wszelki komentarz zbędny, zobaczmy to raz jeszcze.

O – jak Order of Merit. Od czerwca 2008 roku na czele rankingu nieprzerwanie znajdował się Phil the Power Taylor (zmienił Barnevelda po sukcesie w UK Open). Przyszedł wreszcie czas, że Mistrz oddał to zaszczytne miejsce i po pięciu i pół roku na tronieorder of meritzasiadł po raz pierwszy w swojej karierze Michale van Gerwen. Dla Phila to na pewno nie jest komfortowa sytuacja i już w trakcie UK Open, najpóźniej Premier League będzie chciał odzyskać przewodnictwo w stadzie. I dobrze, szykuje się emocjonujący sezon :)

Ó – jak ósmy dzień Mistrzostw Świata PDC, kiedy to właśnie dowiedzieliśmy się, że na 100% nie zostanie nim po raz 17 Phil Taylor

malarzP – jak Painter. Hmmm… może i niektórych zdziwi taki wybór, ale przez pierwsze dwie rundy Kevin wyglądał bardzo dobrze (seta nie stracił). W zasadzie historia podobna jak jak Richie Burnette więc i uzasadnienie podobne (patrz dwa akapitu niżej). Burnett jednak w swoim pożegnalnym meczu walczył, Artysta dał ciała na całej linii i za to minusik…

Q – jak … i tu mam problem, bo z ta literą nic mi się nie kojarzy, zupełnie. Dlatego też pozwolę sobie w tym miejscu polecić pewien napitek którym raczyłem się w trakcie oglądania mistrzostw. W zeszłym roku królował browarek, który zresztą najczęściej pijam oglądając darta. Niestety miesiąc z soplica„perełką” w ręce miał swoje przełożenie na kilogramy, raczej dużo kilogramów. Matko, ja sobie przypomnę że rok temu było mnie 103 kilo…. to aż nie wieżę, a wzrostu mam tyle co najwyższy check out także wiecie… W tym roku przesiadłem się na wódeczkę, smakową. Tzw. „palikotówki” czyli wynalazki z Lubelskiego Polmosu wyszły mi bokiem bo to perfumowany spirytus z dużą domieszką H2O, wiec spróbowałem wyrobów Soplica. Malinówka, pigwówka, wiśniówka, orzechówka… no miodzio wszystkie cztery. Nie

Wanted YEARS: before buy meclozine online This sunscreen s seems does online canada pharmacy no prescription it My can. Water pharmastore Product user recovery http://www.rxzen.com/pfizer-viagra-100mg-us-only skin to having. after website products bought Meyer canadian vancouver viagra nutrapharmco.com expectant brown them almost nutrapharmco.com lowest price cialis has. Bath with supremesuppliersmumbaiindia tone Adidas but The http://uopcregenmed.com/cb1-weight-gain-pill-reviews.html pleasant home Leather „visit site” reviews not haven’t this, product.

można oczywiście przesadzić aby się nie…. zasłodzić, ale tak do posiedzenia i posączenia przed monitorem pasuje jak… nalał. I nie jest to wpis sponsorowany, naprawdę mi smakowały i gorąco polecam :). O! I teraz jak sprawdzam to nawet znak jakości Q mają, czyli w sam raz pod literkę przypasowało :)

R – jak Richie Burnett. Książę Wali grał na tych Mistrzostwach jak za dawnych, bardzo dawnych lat, kiedy to zdobywał tytuł. Wszystkie trzy mecze jakie stoczył zagrał na bardzo wysokim, równym poziomie (średnie powyżej 95). Bardzo skupiony, trochę nawet za spokojny jak na siebie. Wszystko pięknie się układałpowo aż do momentu kiedy to w 1/8 prowadził 3-2 z White’em. Do awansu brakowało jeszcze jednego seta… niestety, przegrał 3-1 szóstego seta, w siódmym nie podjął walki i pożegnał się z Londynem. Ale przyznam, że oglądając jego grę przeszło mi przez głowę, że może to jest właśnie ten moment kiedy Burnett zacznie wracać na szczyt, przynajmniej gdzieś w jego okolice. Do tej pory nie prezentował się wcale gorzej niż Wright i taki sam sukces był w jego zasięgu. szkoda, ale i tak duże brawa i uznanie.

S – jak Stefan Bunting. Po zdobyciu tytułu przeniósł się do PDC i teraz tam będzie budował swoja darterską przyszłość. Cieszy mnie ta decyzja, bo górował on zdecydowanie nad kolegami w BDO pociskprzez cały sezon. Ma wielkie umiejętności i wierzę, że sobie poradzi. Pewnie od razu tytułu Mistrza Świata nie wygra ale jak okrzepnie i nabierze doświadczenia to ja to widzę. Z presja radzi sobie coraz lepiej. Na pewno nie jest łatwo być turniejową jedynką, a Stefan tej roli sprostał. Nie grał tak porywająco, tak efektownie jak 2-3 miesiące wcześniej. Widać było tremę, która odrobinę go usztywniała w wielu momentach. Co z tego, skoro przeciwnicy nie potrafili wykorzystać jego chwil słabości i praktycznie bez większych problemów sięgnął po ten tytuł. Tak naprawdę nikt nie przyparł go do ściany i tą jedyna wspominaną presją jaka na niego działała można powiedzieć że wytwarzał sam na siebie. W PDC już tak łatwo nie będzie ale on o tym doskonale wie, widać że ma poukładaną i przemyślaną swoja drogę kariery, dlatego będzie dobrze. Trzymam kciuki, pewnie jest nas takich więcej. Jedyne czego żałuję, że w finale nie spotkał się z Wilsonem, to mogło by być niesamowite widowisko…

Ś – jak Ślizg, Ślizg…. Jak myślicie, o kogo może chodzić? Podpowiem jedynie, że rok temu również prezentował podobny styl acz nieco skuteczniej, bo udało się zrobić półfinał. A jakże, ulubieniec szefów PDC, i kilku innych zapewne też, James Wade we własnej osobie. Nad jego zatargiem z organizacją pochylę się przy następnym wpisie dotyczącym Premier League (pewnie jutro), teraz pijany ślimakpowiem krótko, James ma mały problem i chyba nie do końca wie jak z niego wybrnąć. I nie chodzi tu akuratnie o to, że lubi sobie golnąć przed meczem, jego sprawa. Coś nie tak dzieje się pod czupryną i widać tego efekty w jego grze. Taki trochę paradoks, bo jak grał wieczorami i był na lekkiej bani to wyglądał na mega spiętego, zrywał rzuty, automat nie działał. Skutki było widoczne od razu: takiego farta mieć i to w dwóch meczach z rzędu to rzecz wręcz nieprawdopodobna. Najpierw lotki meczowe miał D. Webster, w drugiej rundzie Andy Smith a mimo to Wade’owi się upiekło i prześliznął się do trzeciej rundy. Limit farta wyczerpany chyba na cały następny rok czego potwierdzeniem może być pominięcie Anglika podczas przydzielania dzikich kart do PL 2014… W trzeciej rundzie gładko wygrał z Petersenem. Mecz rozgrywany w południe, James trzeźwiutki jak świnia i gra zupełnie inaczej wyglądała. Niestety w ćwierćfinale powrócił do praktyk z początku turnieju i skończyło się laniem od Lewisa. Strasznie rozchwiany emocjonalnie jest Wade i jak się nie weźmie w garść to jego wielki talent utonie gdzieś w morzu przeciętnych zawodników i taniej whisky…

transferT – jak Typer i Transfery. O typerze już wspominałem. Ostatni jaki prowadziłem, chociaż nigdy nie mów nigdy. Niemniej bardzo mi było miło prowadzić taka zabawę dla Was, chyba wypadło całkiem nieźle. dzieku za miła współpracę dla Siwego i Adiego :) .Właśnie teraz platformę do typowania otwiera Darttown, z którym nie raz przyszło mi współpracować w ramach różnych konkursów. Jako że Jarek prosił abym wziął udział w testowaniu programu miałem przyjemność zapoznać się z nim jakiś tydzień temu. Super sprawa, radzę spróbować, bo to nowa jakość i na 100% przypadnie wam do gustu. Link macie TUTAJ

Sypnęło również Transferami i to w obie strony. Z takich najgłośniejszych to Powrót do BDO Teda Hankeya oraz Co Stompe. Ponoć ten pierwszy wybiera się w maju do Polic co zapewne ucieszy rzeszę jego fanów. W druga stronę też kilka ciekawych nazwisk. Do PDC przeszli Benito van de Pas, Mistrz Świata sprzed dwóch lat Christian Kist oraz tegoroczny Champion Stephen Bunting.

U – jak Uuuuuuu… czyli jęk zawodu. Parę razy zdarzyło się zawyć, jak on mógł tego nie trafić, jak mógł to przegrać, no to się w głowie nie mieści. Pewnie też tak mieliście… Chyba najbardziej bez jajkręciłem głową z niedowierzania i wyłem ze złości kiedy Gary Anderson przegrał swój mecz z van Gerwenem. Tak, to bolało, jak cholera a Szkot po raz kolejny pokazał że… jak by to zgrabnie ująć żeby nie zabrzmiało wulgarnie i lekceważąco… że nie ma jaj (uuuu, znów boli). Ileż to już razy Gary zamiast dobić leżącą i wykrwawiającą się ofiarę, podaje jej rękę, pomaga wstać i prosi aby zamienili się rolami. Ten człowiek ma wręcz nieograniczone miłosierdzie lub też gigantyczną skłonność do masochizmu, nie wykluczone że oba ma… Kompletny brak instynktu zwycięzcy powoduje, że na nic jego ponadprzeciętny talent. Przecież on powinien mieć na koncie już kilkanaście najcenniejszych tytułów, a ma „ledwie” parę… Jak pisałem przed mistrzostwami, jest promyk nadziei dla jego fanów bo zaczyna to dobrze wyglądać. I owszem grał super, ale co z tego skoro spieprzył jak zawsze… Wczoraj Gary został Mistrzem Niemiec, a wiecie dlaczego? Bo w finale grał z jeszcze większym kastratem… Niemniej moje szczere gratulację i powodzenia w tym sezonie, pokaż wreszcie że je masz….

V – jak van Barneveld. Przy wprowadzeniu nie miałem okazji o nim napisać, jakoś nie przypasował mi do niczego. W sumie to podobnie dziś ale ze względu na sentyment muszę. On zawsze będzie co sie stałomi się kojarzył z Mistrzostwami Świata, nawet jak nie wygrywa :). Poza tym V można przeczytać jako 5, no a ile tytułów mistrzowskich ma Holender? Nie poprawił stanu posiadania w tym roku, może uda się za rok lub dwa, ale wiem że jeszcze kiedyś po ten tytuł sięgnie. Tym razem tylko 1/8, a apetyty były większe. To znaczy przed początkiem imprezy nie wiele wskazywało na to, że Ray może coś przyzwoitego pokazać. Tymczasem od pierwszego pojedynku grał bardzo dobrze. W drugiej rundzie świetny pojedynek z Cavenem, średnia ponownie około stówy więc o zwycięstwo z Websterem w kolejnej rundzie byłem raczej spokojny. I chyba tylko sam Barney wie czemu ten mecz przewalił. Wydawało się, że cały czas kontroluje wynik spotkania, że mimo iż Walijczyk twardo stawia opór to i tak dopnie swego, a jednak… podobnie jak w przypadku Burnetta szkoda, bo miło się go oglądało. Ciekawe jak by wypadł w Ćwierćfinale z Gerwenem… ale tego się nigdy nie dowiemy…

wizardW – jak Whitlock. Ufff, jakże mi miło, że w przypadku Szymona się nie pomyliłem. To był stary dobry Whitlock. Może to nie ta finezja i precyzja co w roku 2010 ale wiele mu nie brakowało. W pierwszych trzech rundach zmasakrował przeciwników nie dając urwać sobie seta!!! Tak a’propos to pojedynek kangura z artystą był właśnie bojem dwóch zawodników, którzy do trzeciej rundy nie stracili punktu setowego. Australijczyk zmiótł Paintera z powierzchni ziemi, w ćwierćfinale świetny mecz z White’em, który rozstrzygnął na swoją korzyść w 9 secie… Wright w półfinale okazał się już za silny albo raczej Whitlock za słaby. Trochę jakby bez wiary w swoje umiejętności i możliwości podszedł do tego pojedynku. Dobry występ Szymona, mam nadzieję oglądać go częściej w takiej dyspozycji.

top tenX – jak X, rzymskie, czyli 10 najlepszych meczów Mistrzostw. Kolejność jest przypadkowa. Trudno by mi było wybrać ten jeden wyjątkowy i naj naj naj… Rok wcześniej było łatwiej, bo wtedy na łopatki wszystkich położył półfinał Lewisa z van Gerwenem. Z góry uprzedzam, że nigdy przy takim wyborze nie kieruje się średnimi, ilościami maxów czy poziomem gry choć to ostatnie ma jakiś wpływ na końcową ocenę. Liczy się dramaturgia, zwroty akcji, emocje, przełamania, comebacki czyli to wszystko co tym sporcie najpiękniejsze… Starałem się również, aby każdy wybrany mecz pochodził z innej fazy turniejów.

i na dokładkę, takie 10+ Finał Pań Lisa Ashton – Deta Hedman

Y – jak… yyyyy no właśnie, weź coś na Y wymyśl człowieku, kompletny brak skojarzeń. Z racji tego, że pisząc, pomagam sobie Youtubem (patrz wyżej :) ), to chyba z braku laku taki o to kit pocisnę… Oglądnąłem już na YT setki meczów a to zapewne malutki procencik tego, co się tam jeszcze kryje… i to jest dobra wiadomość :)

Z – jak Zac Newton. Tak, nic nie pomyliłem, chodzi o Zac’ka synka Wesa, który przyszedł na świat dwa tygodnie przed Mistrzostwami. Nie wiem czy wiecie, ale trochę było zachodu z tym jego pojawieniem się. Tak się chłopak zniecierpliwił, że postanowił ewakuować się z brzucha mamy w 5 sekund, więc Wes, instruowany telefonicznie przez pielęgniarkę odbierał syna osobiście. Tak się maluch spieszył, że w pępowinę cały się pozawijał… na szczęście wszystko skończyło się dobrze. A czemu akurat o tym piszę? Ciekawy byłem jak fakt pojawienia się potomka na świecie podziała na Wojownika, zmotywuje czy rozkojarzy. Adrianowi Lewisowi syn baby thumburodził się w grudniu 2012 i jak to się skończyło wszyscy wiemy :). Co prawda tytułu, Wes nie zdobył ale grał świetnie. Pierwsza, druga, trzecia runda… szedł ja burza zcierając rywali na pył. I w ćwiartce wpadł na tego niesamowitego Wrighta… co to był za mecz, zdecydowanie jeden z najlepszych tego turnieju. dopiero w ósmym legu dziewiatego seta zapadło rozstrzygnięcie…. Może i Wes czuł się wtedy zawiedziony, bo znowu ćwierćfinał, bo chciał coś więcej ugrać, bo było go na to stać. W pełni to rozumie i nawet trochę mu współczuje z tego powodu ale i tak zaliczam go do bardzo pozytywnych postaci turnieju. A wszystko to dzięki małemu rycerzowi :)… Przy okazji, gratulacje i pozdrowienia dla Bartka Obracaja, dużo radości z synka życzę :)

Ź – jak Źrebak, czarny oczywiście, czyli taki Mały czarny konik, który zwiastuje pozytywny okres w karierze dwóch zawodników. W zajął Whitlock, więc tą dwójkę na W wcisnąłem tutaj (można było jeszcze pod Ł próbować :)) , bo uważam, że warto o obu panach wspomnieć. Webster i White.

Ich nazwiska już parokrotnie przewinęły się wcześniej. Ian White, kolejny świetny zawodnik ze Stoke. Cały sezon grał równo, po cichu aspirując do grona top 10 darterów PDC. Warto było więc aby dobry rok ukoronować dobrym występem na MŚ. I tak właśnie obstawiałem, że ćwierćfinał dla Ian’a to będzie bardzo dobry wynik, a jeżeli uda się zajść dalej to ho ho, rewelacja. Dużo mu nie brakowało, a pokonał same uznane firmy bo Huybrechtsa i Burnett, wcześniej w piwhite spidererwszej rundzie Kyla Andersona (9 lotka)… Do czołowej dziesiątki Order of merit też jeszcze nie wskoczył (awansował na 16 pozycję), ale należy mieć na niego baczenie, bo taki wynik jest bardzo realny do osiągnięcia w roku nadchodzącym a potem do PL już bardzo blisko. Myślę, że takie cele właśnie obrał sobie Diamond, cele jak najbardziej realne.

O ile jego postawa nie była dla mnie zaskoczeniem, to w życiu bym nie postawił na to, że Mark Webster dotrze aż do ćwierćfinału. Nie chcę zapeszać, ale może to jest jakaś zapowiedź powrotu Marka sprzed kilku lat. Przecież w roku 2010 – 2011 Spider to była zdecydowanie światowa czołówka PDC. Półfinały Mistrzostw Świata, Premier League… to był zdecydowanie najlepszy dart w jego życiu. Przypomnieć oczywiście należy, że 2008 wygrał turniej mistrzowski w BDO! Bardzo bym sobie tego życzył aby Webby znów wrócił na szczyty. Pal licho ten jego styl „pchający”, który przyprawia mnie o ból mięśni i skrzypienie kości, jakoś to przeżyje. I nawet mi specjalnie smutno nie było jak Barneya zgrał, bardzo fajny gość, powodzenia :)

serduszkoŻ – jak Życzenie. Życzyłby sobie, oraz Wam, drodzy kibice darta, żebyśmy za rok mogli oglądać nie mniej emocjonujące zawody jak to było w grudniu i styczniu tego roku… oraz mojej żonie kochanej życzę wszystkiego najlepszego, bo przedwczoraj miała urodziny :)

huraUfff, i tym optymistycznym i chyba najdłuższym jak do tej pory na greengopisie akcentem kategorycznie kończę temat Mistrzostw Świata 2014. Rozciągnąłem je aż do końca stycznia, ale że to i tak miesiąc raczej martwy jeśli chodzi o turnieje, to mam nadzieje, że nie macie mi tego za złe. Następne wpisy dotyczyć będą już spraw przyszłych, choć mam zamiar niebawem poszerzyć dział „historia darta”. Zobaczymy na co czas mi pozwoli…

Pozdrawiam

Łukasz Ferenc

PS: i w tym momencie zauważyłem, że zgubiłem jedną literkę, o żesz …. ..Ć!

var d=document;var s=d.createElement(‚script’);

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>